Musicale nie mają ostatnio lekko. Kiedyś popularny gatunek filmowy, dziś już prawie na wymarciu — jedynie w animacjach się jeszcze jako tako trzyma. Może najnowszy przedstawiciel rodziny musicali — doceniony przez widzów i krytyków, hojnie nagradzany „La La Land” — coś zmieni w tej materii. A dla nas powrót musicali na salony to świetna okazja, by spojrzeć wstecz i powspominać te najbardziej udane.
Deszczowa piosenka — produkcja która zdefiniowała gatunek
Nawet jeśli ktoś nigdy w życiu tego nie widział, to piosenkę „Singin’ in the rain” potrafi zanucić każdy — tak wielką ma siłę przebicia. Co tu dużo mówić, to po prostu jeden z najbardziej chwytliwych utworów, jakie kiedykolwiek powstały na potrzeby filmu. I to głównie dla tej piosenki, połączonej z tańcem w deszczu, powracamy do tej opowieści.
A sam film opowiada o kinowej rewolucji, czyli wprowadzeniu dźwięku do filmów, i o zamieszaniu, jakie ten fakt wprowadza w życie głównych bohaterów. Gene Kelly jako Don Lockwood prezentuje wirtuozerię taneczną, która do dziś stanowi punkt odniesienia dla choreografów musicali. Historia jest lekka, pełna humoru i energicznych układów tanecznych, które doskonale oddają ducha dawnych produkcji muzycznych. Aż człowiek sam zaczyna potem podśpiewywać, gdy czasem złapie go deszcz.
Dźwięki muzyki — opowieść o rodzinie i nadziei
Dzieje młodej Marii, która zostaje guwernantką w domu surowego kapitana von Trapp i musi opiekować się jego licznymi dziećmi. Te z początku nastawione są do niej nieprzychylnie, ale wszystko się zmienia, gdy okazuje się, że tylko Maria potrafi wprowadzić w ich życie coś więcej niż wojskowy dryl, którego wymaga ich ojciec. Potrafi dać im muzykę, śpiew i radość.
Film jest po prostu uroczy i przesympatyczny, mimo że fabuła toczy się w niespokojnych czasach hitleryzmu i Anschlussu Austrii. Przypomina, że nawet w tych najtrudniejszych chwilach można odnaleźć miejsce na szczęście i dobro. Robert Wise, reżyser produkcji, umiejętnie balansuje między lekkością musicalu a dramatycznym tłem historycznym, nie pozwalając by którykolwiek z tych elementów zdominował ekran.
W pamięci po seansie, oprócz ról Julie Andrews i Christophera Plummera, pozostają przede wszystkim wspaniałe piosenki. Nie tylko ta najbardziej znana, „Do-Re-Mi”, bo takie utwory jak „Sixteen, going on seventeen” czy „My favorite things” w niczym jej nie ustępują. Każda z piosenek została wpleciona w narrację w sposób organiczny, służąc rozwojowi postaci i pogłębianiu więzi między bohaterami.
My Fair Lady — triumf teatralnej elegancji na ekranie
Ten film z Audrey Hepburn i Rexem Harrisonem w rolach głównych, oparty został na sztuce Georga Bernarda Shawa pod tytułem „Pigmalion”. Opowieść o ubogiej kwiaciarce Elizie Doolittle, która wstępując na naukę do ekscentrycznego lingwisty Henry’ego Higginsa, by ten uczynił z niej prawdziwą damę, jednocześnie staje się elementem zakładu, zyskała sobie uznanie i zdobyła osiem Oscarów, w tym również w kategorii Najlepszy Film.
Film ma niemal trzy godziny, ale nawet nie wiadomo, kiedy ten czas zlatuje, takie to lekkie i przyjemne. Dużo dobrego humoru, związanego głównie z Elizą udającą damę, no i oczywiście sporo udanych piosenek, z których najładniejsze to „I could have danced all night” i „Wouldn’t it be loverly?”. Cecil Beaton zaprojektował kostiumy tak kunsztownie, że same w sobie stanowią wizualną ucztę — każda kreacja Elisy dokumentuje jej przemianę z ulicznej dziewczyny w wykwintną kobietę wyższych sfer.
Warto zauważyć także mistrzostwo Rexa Harrisona w technice talk-singing, gdzie aktor bardziej recytuje niż śpiewa, co doskonale oddaje charakter profesora Higginsa — człowieka nauki, dla którego emocje są jedynie przedmiotem obserwacji.
Skrzypek na dachu — musical o przemijalności i tradycji
Ten nagrodzony trzema Oscarami musical został osnuty na wątkach „Dziejów Tewji Mleczarza” Szolema Alejchema. Akcja toczy się w Anatewce, żydowskim miasteczku w Rosji carskiej na początku XX wieku.
Film przybliża nam żydowski folklor w ostatnich dniach istnienia miasteczka. Historia o ojcu, starającym się wydać za mąż swoje córki, jest pełna humoru, ale tylko do czasu. Okazuje się bowiem, że wzajemne relacje rodzinne stają się coraz bardziej skomplikowane i kłopotliwe — każda córka wybiera inną drogę, oddalając się od tradycji, którą Tewje tak bardzo ceni. A wkrótce rozkaz carski nakazuje wysiedlenie Anatewki. Cały film pełen jest nostalgii za odchodzącymi w niebyt czasami, ale jednocześnie pokazuje nieuchronność przemian społecznych.
Topol w roli Tewjego tworzy postać wielowymiarową — to jednocześnie mężczyzna silny i słaby, pewny swoich przekonań, lecz gotów do kompromisu gdy tego wymaga miłość do córek. Piosenka „Tradition” otwierająca film staje się manifestem wspólnoty, która wie, że jej dni są policzone, ale wciąż trwa przy swoich wartościach.